Ponad 70 osób, prawie trzy godziny dyskusji i dziesiątki mocnych głosów sprzeciwu. Spotkanie pokazało jedno: Górzyca nie chce instalacji do termicznego przekształcania odpadów.
20 listopada w sali konferencyjnej Gminnego Ośrodka Kultury w Górzycy odbyło się jedno z najbardziej emocjonalnych spotkań w ostatnich latach w tej gminie. A chodzi o wielką i wartą ponad 200 mln inwestycję nazwaną: ”Instalacją do termicznego przekształcania odpadów w celu produkcji ciepła i energii elektrycznej”. O szczegółach inwestycji pisaliśmy w artykule: „Mieszkańcy Górzycy protestują przeciw planowanej inwestycji. Pomysłodawca: To propozycja ekologiczna. Wójt organizuje spotkanie z mieszkańcami.”
Na zaproszenie wójta Tomasza Stupienki pojawili się mieszkańcy, przedstawiciele inwestora, władz gminy oraz instytucji odpowiedzialnych za ochronę środowiska. Spotkanie trwało około trzech godzin, a udział w nim wzięło ponad 70 mieszkańców.
Wszyscy przyszli z jednym celem: wysłuchać, zrozumieć, ale także zaprotestować. Na spotkaniu widzieliśmy kilka osób, z którymi rozmawialiśmy wcześniej i które na inwestycję patrzą pozytywnie, jednak nie zabrały one głosu w dyskusji.
Mocne pytania mieszkańców. „Jak mamy być spokojni?”
Już po krótkim wprowadzeniu na temat inwestycji do głosu przeszli mieszkańcy. Przygotowani, stanowczy i pełni obaw.
– Kto będzie przeprowadzał kontrole? – pytała jako jedna z pierwszych Magdalena Raźna. – Mam informację z gminy, że kontrole będą przeprowadzały firmy opłacone przez inwestora, więc jak mamy być spokojni?
Na to przedstawiciele inwestora odpowiedzieli, że oprócz firm zewnętrznych instalacja będzie kontrolowana także przez instytucje państwowe, które „narzucają rygorystyczne warunki”, jednak sala przyjęła to z wyraźnym sceptycyzmem.
Pani Magdalena zadała również szereg innych, kluczowych dla mieszkańców pytań, odwołując się do raportu inwestora i wskazując zawarte w nim nieścisłości. Jej wystąpienie pokazało, że mieszkanka do spotkanie przygotowała się wyjątkowo rzetelnie i merytorycznie.
„Skąd odpady? Co w nich będzie?” – pytał Ireneusz Horyza
Do dyskusji włączył się mieszkaniec gminy Ireneusz Horyza, zwracając uwagę na kwestie transportu i składu odpadów:
– Skąd będą przywożone odpady? I jaki będzie ich skład? Usłyszeliśmy, że kontenery będą zamknięte, ale przecież pył i tak będzie się unosił. Jaką mamy gwarancję, że nie zasypie nas trucizna?
Na sali widoczne było zniecierpliwienie, mieszkańcy oczekiwali konkretnych odpowiedzi.
– W regionie mamy ogromne ilości odpadów: Słubice, Kostrzyn, Gorzów, Zielona Góra, wszędzie tam powstają ich setki ton. Nie ma więc żadnego sensu, jak sugerują niektórzy mieszkańcy, byśmy mieli przyjmować odpady z Niemiec. To my dziś wywozimy je do Beeskow i płacimy za to ogromne pieniądze. Stąd mój pomysł na tę inwestycję: zamiast płacić Niemcom, moglibyśmy sami przetwarzać nasze odpady i na tym zarabiać – podkreślał Dariusz Woźniak.
M. Raźna zapytała inwestora, dlaczego jako miejsce realizacji inwestycji wybrał właśnie Górzycę. Konkretna odpowiedź jednak nie padła. Pani Magdalena skomentowała to słowami:
– Mieszkańcy są w większości przekonani, że do planowanej instalacji mogłyby trafiać przede wszystkim odpady z Niemiec. To właśnie dlatego inwestorowi tak bardzo zależy na lokalizacji obiektu możliwie jak najbliżej granicy.
Lekarz z Górzycy: „To spalarnia, a nie jakaś tam instalacja”
Najmocniejsze wystąpienie należało jednak do dr. Michała Przemyskiego, lekarza górzyckiej przychodni. Już na początku podziękował wójtowi za zorganizowanie debaty, ale potem, pełen emocji, przeszedł do rzeczy:
– Będę nazywał rzeczy po imieniu. To nie jest żadna „instalacja do termicznego przekształcania odpadów”, to jest spalarnia. Proszę nie używać słowotwórstwa.
Lekarz punktował kolejne wątpliwości:
– Spalarnia ma produkować energię i ciepło. Przeczytałem w mediach, że „mieszkańcy będą korzystać”. W jaki sposób? Czy dostaniemy tańszy prąd? Czy wyprodukowaną energię rozprowadzicie nam po domach? Bo inaczej nie widzę żadnej korzyści.
– W jakim stopniu oczyszczane będą spaliny? W jednym? W pięciu? W dziesięciu? Nikt nie podał konkretów.
Lekarz przypomniał też historię mogilnika sprzed lat:
– Mieliśmy tu mogilnik, zgodziły się na niego poprzednie władze. Gmina zapłaciła 2 mln zł za utylizację, bo inwestor zniknął. A co jeśli tutaj będzie tak samo?
Inwestor odpowiedział, iż od niedawna jest obowiązek wkładu własnego do Urzędu Marszałkowskiego właśnie na taką sytuację. I w takim wypadku pieniądze te, są przeznaczone na utylizację.
Lekarz odniósł się też do ekonomii:
– Mówicie o milionach dla gminy, ale nikt nie mówi o tym, że spadnie wartość nieruchomości. Młodzi będą się wyprowadzać. Wpływy z podatków spadną. Gmina się wyludni. Te wasze 5 mln nie pokryje strat.
Na koniec dr Przemyski przekazał wójtowi petycję zawierającej 100 dodatkowych podpisów mieszkańców sprzeciwiających się inwestycji. Wcześniej do wójta trafiła lista, na której widniało 350 podpisów mieszkańców. Na koniec swojego wystąpienia M. Przemyski przytoczył kierując w stronę wójta słowa śp. Władysława Bartoszewskiego, które wywołały na sali długą owację:
– „Nie wiesz, jak się zachować? Zachowaj się przyzwoicie.”
Obawy o wodę. „Jaką mamy gwarancję, że nie będzie skażenia?”
Mieszkańcy pytali również o bliskość ujęcia wody.
– Co jeśli dojdzie do skażenia wody? Jakie są gwarancje bezpieczeństwa? – zapytała Katarzyna Kubiak.
– Wszystkie studnie i ujęcia zostały wskazane w raporcie. Wody Polskie i inne instytucje wydały opinie pozytywne – zapewniła przedstawicielka inwestora.
Mimo to na twarzach mieszkańców nie było widać przekonania.
A co jeśli będzie awaria?
Ireneusz Horyza dopytywał dalej: Co zrobicie, jeśli nastąpi awaria, a kolejne ciężarówki będą już w drodze?
Inwestor odpowiadał:
– Nie przyjmiemy więcej odpadów, niż pozwala magazyn. Jeśli nie będzie miejsca, transport nie ruszy. Nie zaakceptuję zgody w systemie BDO.
Fundacja Grand Agro: „Inwestorowi trzeba założyć kaganiec. Mamy złe doświadczenia z Polski”
Głos przedstawiciela Fundacji Grand Agro odbił się na sali szerokim echem. Przedstawiciel organizacji, która uczestniczyła w wielu podobnych postępowaniach w Polsce, mówił wprost:
– Inwestorowi trzeba w założyć „kaganiec”. Mówimy to odpowiedzialnie i z doświadczeniem. W Polsce wielokrotnie widzieliśmy sytuacje, w których inwestor dostaje decyzję środowiskową, a zanim cokolwiek wybuduje, już zaczyna składować odpady. Nie wolno dopuścić, żeby coś takiego wydarzyło się w Górzycy.
Fundacja wskazała konkretne przykłady z innych gmin:
– Znamy przypadki, gdzie przez trzy lata po uzyskaniu decyzji środowiskowej inwestor składował odpady, po czym… zniknął. Zostawiając problem mieszkańcom i samorządowi. Dlatego apelujemy: jeśli wójt zdecyduje się wydać zgodę, musi jasno dopisać zakaz jakiegokolwiek składowania odpadów na działce do czasu powstania pełnej instalacji. Bez wyjątków.
Jednocześnie przedstawiciel Fundacji podkreślił, że inwestycja wygląda poprawnie:
– Sama instalacja jest piękna, naprawdę. Są wszystkie decyzje: RDOŚ, sanepidu, urzędu marszałkowskiego, wszystko wygląda podręcznikowo. Rozumiemy, że dokumentacja powstała z troską o bezpieczeństwo.
Inwestor: „Mam ofertę od Chińczyków na zakup działki”
Podczas spotkania na sali często było słychać śmiech i komentarze niedowierzania. Nie brakowało także słów ironii skierowanych do inwestora.
Po spotkaniu zapytaliśmy inwestora Dariusza Woźniaka, czy spodziewał się tak ostrej reakcji mieszkańców. Na pytanie nie odpowiedział.
Powiedział jedynie:
– Mam propozycję sprzedaży działki z dokumentacją spalarni Chińczykom. Muszę się nad tym zastanowić.
Decyzja wójta przed świętami
Wójt Tomasz Stupienko, który uważnie przysłuchiwał się wszystkim głosom, podsumował spotkanie:
– Bardzo dziękuję, że przyszliście. Przedłużyłem postępowanie do 4 grudnia. Do tego czasu możecie składać pytania i uwagi. Jeśli będzie potrzeba, przedłużę termin. Ale ostateczną decyzję muszę podjąć przed świętami.
Pamiętajmy jednak, że wszystkie instytucje: Regionalny Ośrodek Ochrony Środowiska, Sanepid, Urząd Marszałkowski, Wody Polskie wydały dla inwestycji decyzje pozytywne.
Wójt może jednak odmówić wydania zgody, czyli wydania pozytywnej decyzji środowiskowej. W takim przypadku sprawa trafi do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i to właśnie SKO zdecyduje, jaki będzie dalszy przebieg inwestycji.

























