To była cisza, która mówiła więcej niż słowa. Cisza młodych ludzi, którzy po raz pierwszy tak wyraźnie usłyszeli historię zapisaną nie w podręcznikach, lecz w ludzkiej pamięci. 11 lutego w Zespole Szkół w Rzepinie odbyło się spotkanie upamiętniające 86. rocznicę zesłań Polaków na Sybir. Spotkanie, które dla wielu uczniów stało się jedną z najważniejszych lekcji historii w życiu.
Żywa lekcja historii w Rzepinie
– Witam Państwa na żywej lekcji historii – mówiła dyrektor szkoły Ewa Winiarczyk, otwierając uroczystość. I rzeczywiście to, co wydarzyło się tego dnia, było historią żywą, bolesną i prawdziwą.
Sybiracy z Gorzowa Wielkopolskiego przyjechali do Rzepina nie po to, by opowiadać o datach i liczbach. Przyjechali, by podzielić się wspomnieniami, które noszą w sobie od kilkudziesięciu lat – wspomnieniami mroźnych nocy, głodu, strachu i nadziei, której nie zdołał zabić żaden system.
Sybir – nieludzka ziemia i niezłomni ludzie
Prezes Koła Związku Sybiraków w Rzepinie Antoni Ratowt przypomniał dramatyczne tło wydarzeń. Po 17 września 1939 roku wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej znalazły się pod sowiecką okupacją. Rozpoczął się czas terroru, brutalnej sowietyzacji i planowego niszczenia polskiej tożsamości.
– Sybir to nieludzka ziemia i nieludzka próba. Największe więzienie świata – mówił z przejęciem.
Piekielna podróż w bydlęcych wagonach
Kulminacją represji był 10 lutego 1940 roku, kiedy rozpoczęła się pierwsza fala masowych deportacji. W środku nocy, w siarczystym mrozie, setki tysięcy ludzi wyrwano z domów. Dano im kilkanaście minut na spakowanie resztek życia. Potem były sanie, stacje kolejowe i bydlęce wagony bez ogrzewania, bez sanitariatów, z jedną dziurą w podłodze.
Jednym z tych, którzy przeżyli ten koszmar, jest Wiesław Szlachciuk. Jego relacja sprawiła, że na sali pojawiły się łzy.
– Przyszli w mroźną noc i kazali nam wyjść. Zostawiliśmy wszystko. Domy, gospodarstwa, otwarte drzwi, zapalone światła… – wspominał. – Stłoczeni w tych wagonach, zadawaliśmy sobie pytania: Dlaczego my jesteśmy w tych wagonach? Dokąd nas wiozą? Dlaczego nas wiozą? Za co nas wiozą? Dużo pytań i żadnej odpowiedzi. Widzimy, że jedziemy. Przez okienka widzimy śnieg i nic więcej. W czasie podróży kończy się jedzenie. Zaczyna się głód, przerażenie, zimno, brud. Dzieci płakały z zimna, starsi tracili siły, ludzie zaczynają chorować i umierać. Po miesiącu jazdy wyrzucono nas w śnieg. Wtedy dowiedzieliśmy się, gdzie jesteśmy. Na Syberii…
To nie była ziemia do życia
Kraina ogromna, pusta, zimna, nieludzka. Tam nie było niczego, co znali z Polski. Mróz sięgał trzydziestu, czterdziestu stopni poniżej zera. Ziemia była martwa.
– Nam powiedziano jedno: „kto nie pracuje, ten nie je”. Szybko zrozumieliśmy, że to kłamstwo, bo głodowali wszyscy, i ci, którzy pracowali, i ci, którzy nie mieli już sił. Jedliśmy wszystko, co dało się przełknąć. Korę, trawy, zielska. Były dni, kiedy człowiek nie myślał o niczym innym, tylko o kawałku chleba. Ale mieliśmy jedno – nadzieję. Nadzieję, że wrócimy do Polski. Mówili nam: „stąd się nie wraca”. A my powtarzaliśmy sobie: musimy wrócić. Przez sześć lat – mówił sybirak z przejęciem.
Był moment próby
– Wezwano każdego z nas do pokoju. Na stole leżał pistolet. Dali kartkę i kazali napisać: „Zrzekam się obywatelstwa polskiego”. Nikt nie podpisał. Wyszliśmy przerażeni, nie wiedząc, co nas czeka. A następnego dnia przyjechał pociąg. Tym razem w drugą stronę. Do domu. Kiedy wracaliśmy, byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Zniszczeni, wychudzeni, ale wolni. Sybir zabrał nam młodość, zdrowie, bliskich. Ale nie zabrał nam tego, kim jesteśmy. I dlatego dziś tu jestem. Żebyście wiedzieli. Żeby ta historia nie została zapomniana – zwrócił się do uczniów Wiesław Szlachciuk.
Dzieci Sybiru
Poruszającym świadectwem podzieliła się także Maria Dratwińska, zesłana na Sybir jako półtoraroczne dziecko.
– Miałam wyrok. Jako dziecko. Za to, że mój ojciec był w Armii Andersa – mówiła.
Jej opowieść była historią powojennego zesłania, bydlęcych wagonów, syberyjskich baraków i dzieciństwa spędzonego w zimnie i strachu.
– Czy można wybaczyć takie sponiewieranie? – zapytał uczeń liceum prowadzący rozmowę z sybirakami.
– Sybiracy już dawno wybaczyli zwykłym ludziom. To oni, często ryzykując własne bezpieczeństwo, próbowali nam pomagać, podpowiadali, jak przetrwać, jak żyć w nieludzkich warunkach, ostrzegali przed zagrożeniami. My, Sybiracy, nie mamy żalu do pojedynczego człowieka. Nasz żal jest skierowany do systemu. Bo to systemy są najgorsze.
Gdy żyjemy w wolności, bardzo łatwo przestajemy ją doceniać. Nie widzimy jej, nie czujemy, nie rozumiemy, jak wielką ma wartość. Dlatego tę historię trzeba przekazywać dalej. Młodzi ludzie muszą wiedzieć, skąd pochodzą i jakie są ich korzenie. W wolnej Polsce nie wolno o nich zapominać. O ziemi, z której jesteśmy, i o cenie, jaką zapłacono za wolność – odpowiedziała Sybiraczka.
Wolność nie jest dana raz na zawsze
Uczniowie słuchali w absolutnej ciszy. Wielu z nich po raz pierwszy zrozumiało, że wolność nie jest czymś oczywistym. Że była okupiona cierpieniem tysięcy rodzin, dzieci, matek i ojców, którzy często nie wrócili do ojczyzny.
– Wolność i pamięć nie jest dana raz na zawsze. Wymaga troski i przekazywania dalej – podkreślił Antoni Ratowt. – Pamięć o Sybirze to nie tylko przeszłość. To przestroga na przyszłość.
Na zakończenie uczniowie Zespołu Szkół w Rzepinie podkreślili, że historia Sybiraków jest częścią ich własnej historii.
– W imieniu społeczności LO w Rzepinie składamy dziś wyrazy szacunku Sybirakom i ich rodzinom, wasza historia jest częścią naszej historii, bo pamięć nie jest ciężarem, pamięć jest naszym obowiązkiem i mostem między pokoleniami – zwrócili się do sybiraków uczniowie.
Po uroczystości wszyscy udali się na cmentarz, by złożyć kwiaty przy pomniku Sybiraków i oddać hołd tym, którzy przeszli przez piekło, ale nie stracili człowieczeństwa.
Czytaj też: Wołyń… wybaczanie… pomaganie… – czy żal o przeszłość może przesłonić nasze człowieczeństwo?















































































































































