fbpx

Będzie o determinacji, która często popycha nas do ekstremalnych zachowań [FELIETON]

Chciałam napisać coś pozytywnego. Coś takiego, żeby pokazać, że sport jest piękny, a ludzie z nim związani to walnięci pasjonaci.  

Pamiętam jak mój kolega z klubu chciał zdawać na AWF. Zamiar chlubny i zrozumiały, zwłaszcza dla kogoś, kto od zawsze grał w piłkę ręczną, a sport wyssał z mlekiem rodzicielki i niewiele wiedział o całkach i epopejach narodowych. Realizacja rewolucyjnego pomysłu miała jednak swoje ujemne strony.

słubicka 5, 69 108 cybinka (1)

Człowiek, cokolwiek wysportowany, mierzący prawie dwa metry, nie potrafił pływać. O zgrozo. Ale niekoniecznie. Ja też nie umiem. Bohatersko przez lata czynnego uprawiania sportu próbowałam się nauczyć, ale przyznam się, że jestem jak bal drewna, żelbet na fundamenty mostu i stal na pancerze czołgów. Idę na dno niczym Titanic i nie ma na to rady.

Jednego z moich instruktorów, który próbował mnie nauczyć pływać, ugryzłam w rękę. No kurde, kazał mi wejść na głębszą wodę, bo tam będzie lepiej. No dla kogo debilu lepiej? Złapał mnie wpół i usiłował przepchnąć na bezdenne wody oceanu (1.50 na basenie). To był jego ostatni ruch. Spanikowana, wbiłam się całym uzębieniem w jego nadgarstek i udając Edzia ze „Zmierzchu”, próbowałam przegryźć mu tętnicę. Pan odpuścił (chyba ma traumę do dzisiaj), ale ja nigdy potem już nie zdecydowałam się na jakąkolwiek naukę pływania. Ale do brzegu.  

Kolega odważnie albo głupio (ja stawiam na wrodzony kretynizm) pojechał na egzaminy. Udałam się z nim, dla podbudowania morale i pewnie po to, by przywieźć jego zwłoki topielca z Wrocka. Cały czas myślałam, co on kurna zrobi jak będzie musiał popłynąć, wszak to jeden z egzaminów. No cóż. Po wszystkich sprawdzianach, które przeszedł celująco, przyszła pora na basen…

sŁubice zaprasza białe ilovesłubice

Kiedy pan egzaminator kazał kolejnej szóstce wejść na słupki wskoczyć i …płynąć, o ho, ho pomyślałam: się będzie działo, bo ten idiota (mój kolega nie pan) wskoczył do wody z innymi.  Nerwowo patrzyłam na jego tor, bo wskoczyło sześciu, ale wypłynęło tylko pięciu. Spanikowana podbiegłam do krawędzi basenu (to był heroiczny wyczyn) i patrzyłam na wodę, ale nie wypływał. Przechyliłam się i nie wierzyłam własnym oczom. Ten idiota stał na dnie i patrzył ze spokojem przed siebie. Potem zaczął iść pod wodą jak jakiś pieprzony Armstrong na księżycu…

Wtedy do wody wskoczył pan z gwizdkiem (na szczęście nie miał go w ustach) i wyciągnął mojego koleżkę z wody. Kiedy wyszarpał się z mocnego chwytu, zwanego potocznie suplesem, pan ratownik zapytał go, dlaczego to zrobił. A on lekko zsiniały, a miejscami zielony jak Wodnik Szuwarek, ze spokojem powiedział: Bo chciałem się dostać.

Ot, odpowiedź intelektualisty. O dziwo, mimo że nie potrafił przepłynąć nawet metra, na uczelnię się dostał. Pan chyba docenił jego szaleństwo i determinację. On w końcu nauczył się pływać, ja niestety nie.

Ale ja z tych wydarzeń wyniosłam o wiele ważniejszą naukę. Wystarczy mieć cel. Wystarczy czegoś bardzo chcieć i walczyć o coś, w co się wierzy. To powoduje, że zmieniamy się nieodwracalnie. Czy na lepsze? Być może, ale o tym następnym razem.

Czytaj też: Ile razy słyszałeś “daj sobie spokój”, “odpuść sobie”, “Nie jest dobre, to co robisz”? Co wtedy?

Baner Brand Cy
słubicka 5, 69 108 cybinka (1)
Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest
Podcast Słubice